Schadenfreude – to niemieckojęzyczne pojęcie oznacza odczuwanie satysfakcji, przyjemności lub zadowolenia z cudzego nieszczęścia, porażki albo kłopotów.

Na internetowych forach z dziedziny energetyki i ogrzewania ta właśnie emocja wylewa się z setek komentarzy i wpisów samozwańczych ekspertów do spraw wszystkiego, gdy w grę wchodzą gwałtowne wzrosty cen biopaliwa w Polsce. Węglowi i gazowi tradycjonaliści prześcigają się w deklaracjach, kto wcześniej przewidział pelletowy pik cenowy i przezornie zostawił w swojej kotłowni starego, sprawdzonego kopciucha wypuszczającego do atmosfery kłęby czarnego dymu. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach – górę biorą emocje i przekonania – ludzie komentują, youtuberzy w ramach tłusto-czwartkowego performance’u palą w piecach pączkami z marmoladą, a władze zapewniają, że wszystko jest pod kontrolą.

Wzrost cen pelletu jest zjawiskiem niepodważalnym. Przyjrzyjmy się jednak tej sytuacji na chłodno i sprawdźmy, co rzeczywiście dzieje się na rynku bio-granulatu, zanim do pieca wrzucimy pierwszą porcję wyrobów cukierniczych.

Aktualne ceny pelletu – ile wzrosły?


Jak ustaliliśmy we wstępie, na początku 2026 roku rynek pelletu w Polsce ponownie wszedł w fazę dużej zmienności. Średnia cena detaliczna w styczniu wynosiła około 1630–1650 zł za tonę w sprzedaży workowanej, choć w wielu regionach – przy ograniczonej dostępności – pojawiają się oferty znacznie droższe, nawet powyżej 2000 zł/t, a incydentalnie w czasie niedoborów notowano ceny sięgające kilku tysięcy złotych za tonę.
Jeszcze pół roku temu (lato 2025) pellet kosztował wyraźnie mniej – przeciętnie około 1400–1490 zł za tonę, co było poziomem względnie stabilnym przed sezonem grzewczym.
Z kolei rok temu ceny utrzymywały się w podobnym przedziale do letniego 2025, czyli w okolicach około 1400 zł/t, choć lokalnie bywały nieco niższe.
W praktyce oznacza to, że po okresie stabilizacji nastąpił ponowny wzrost cen w sezonie zimowym 2025/2026, napędzany głównie problemami z dostępnością surowca drzewnego i zwiększonym popytem na biopaliwa grzewcze.
Wynika z tego, że na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zanotowano wzrost cen o około 70–80 procent, a przez ostatnie pół roku kwota potrzebna do zakupu tony granulatu powiększyła się o 60–70 procent.

Przyczyny obecnej sytuacji na rynku pelletu


Wbrew opiniom internetowych omnibusów, sytuacja na rynku biopaliw jest bardzo złożona – obserwowane obecnie wahania cen są wynikiem zjawisk rynkowych, a nie działania żadnego tajemniczego spisku. Powodów rosnących cen jest kilka.
Jedną z głównych przyczyn omawianej sytuacji jest gwałtowny wzrost popytu, napędzany przede wszystkim programem „Czyste Powietrze”, gratyfikującym korzystanie z kotłów na pellet i palników pelletowych.

Przeciwproporcjonalnie do szybującego popytu obniżyła się podaż surowca potrzebnego do produkcji bio-granulatu. Branża meblarska – będąca głównym źródłem trocin – znajduje się aktualnie w słabszej kondycji i produkuje mniej cennych odpadów drzewnych niż w poprzednich latach.

Kolejną składową obecnego stanu rzeczy jest udział podmiotów profesjonalnych.
Energetyka zawodowa dodatkowo zwiększyła presję na rynek pelletu, sięgając po te same drobne odpady drzewne, które wcześniej trafiały głównie do producentów paliwa. Dzięki temu zakłady mogły ograniczyć koszty emisji CO₂ w ramach systemu EU ETS.

W rezultacie jednak firmy podbiły ceny surowca i zmniejszyły jego dostępność dla odbiorców indywidualnych. W efekcie gospodarstwa domowe korzystające z kotłów pelletowych musiały mierzyć się z wyższymi kosztami i trudniejszym dostępem do paliwa.

Przez wymienione powyżej czynniki ceny trocin i innych odpadów drzewnych niemal się podwoiły. Nietrudno domyślić się, że bezpośrednio przełożyło się na koszt produkcji pelletu.

Dodatkowo sytuację pogłębiły czynniki sezonowe, przede wszystkim długo utrzymujące się mrozy, które zwiększyły zużycie paliwa i doprowadziły do szybkiego opróżnienia magazynów.
Innym, wartym wspomnienia problemem jest ograniczona dostępność pelletu krajowego i coraz częstsza konieczność sięgania po import, który nie reaguje natychmiast na wzrost zapotrzebowania.
Jak widać, komentowany szeroko wzrost cen ma charakter strukturalny i wynika przede wszystkim z zaburzenia relacji między popytem a podażą, a nie z działań zmierzających do zmowy cenowej.

Co dalej z cenami pelletu?

Tak zadane pytanie automatycznie przenosi nas na terytorium wróżb, wizji i spekulacji.
Niemniej jednak można w chwili obecnej snuć przypuszczenia dotyczące rozwoju zaistniałej sytuacji.

Wiele wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach ceny pelletu w Polsce najprawdopodobniej pozostaną wysokie i niekoniecznie stabilne – zwłaszcza w sezonie grzewczym, kiedy popyt nadal rośnie.
Ograniczona produkcja krajowa i konkurencja ze strony energetyki mogą nadal podbijać ceny, choć częściowo sytuację może złagodzić import pelletu z Ukrainy lub Europy Zachodniej. Dodatkowo niektórzy gospodarze mogą szukać alternatywnych źródeł opału, jak zboże czy kukurydza, co może zmniejszyć presję na popyt, ale nie wyeliminuje strukturalnych problemów rynku. W efekcie pellet pozostaje paliwem drogim i wrażliwym na wahania podaży oraz sezonowe skoki zużycia.

Będąc szczerymi, nie chcemy jednak siać przesadnego defetyzmu.

Mimo wszystkich wyzwań właściciele kotłów pelletowych wciąż mają dużą przewagę nad osobami ogrzewającymi dom węglem czy paliwami płynnymi. Ich piece są bardziej ekologiczne i wydajne. Pellet wciąż pozostaje źródłem ciepła łatwym w obsłudze, a dzięki odpowiedniemu magazynowaniu paliwa można złagodzić wpływ krótkotrwałych wzrostów cen.
Ponadto rosnące możliwości importu oraz rozwój alternatywnych biopaliw dają nadzieję, że w przyszłości koszty ogrzewania pelletem będą bardziej przewidywalne i stabilne.
Póki co, pomimo wszystkich trudności, wygląda na to, że pączki w naszych domach nadal mogą spełniać swoją podstawową funkcję.